Alpy 2010 lato
Sprawozdanie z wyjazdu wspinaczkowego w masyw Mont Blanc,
Alpy Lato 2010.
1. Terminy
2010.08.08 –2010.08.28
2. Uczestnicy
Małgorzata Olszewska Klub Wysokogórski Częstochowa
Marek Kuratnik Klub Wysokogórski Gliwice
3. Kraj, miejscowość i cel wyjazdu
Francja, masyw Mont Blanc, Chamonix. Klasyczne drogi letnie na Igłach Południowych, Pyramide du Tacul , Dent du Geant , .
    
      Naszą działalność wspinaczkową poprzedziliśmy aklimatyzacyjnym trekkingiem w okresie 09-13.08.2010 z próbą wejścia na Mont Blanc przez Gouter. Część wspinaczkową rozpoczęliśmy 13-28 .08.2010, dla tego też pozwoliłam sobie relacje podzielić na  dwa  etapy.
I Etap Aklimatyzacja -wejście na Mont Blanc przez Gouter od 9-13 sierpnia
Dnia 8 sierpień 2010 wyjechaliśmy z Polski, po 14 godz. zawitaliśmy do mekki alpinistów ,,Chamonix”, które przywitało nas pięknym pogodnym niebem i chłodnym porankiem  Startujemy z wioski Les Houches, stacji kolejki. Idziemy pieszo do końcowej stacji Nid d'Aigle (Orle Gniazdo). Tu widać, jak zmienia się klimat i kurczy lodowiec, dochodzimy na 2700m gdzie mamy biwak. Następnego dnia w umiarkowanym tempie docieramy na Gouter 3800m n.p.m. ok. godz. 17.00, dołączyliśmy do obozu, w którym było jeszcze dużo wolnego miejsca na platformę. W nocy o około 1.00 pobudka urządzona przez sąsiadów, o 3.00 godzinie wyruszamy. Trudności  jakie napotkaliśmy w drodze do blaszanego schronu Valott 4100 m n.p.m. to kilka zasypanych szczelin, oraz od 3900m mgła ograniczająca widoczność oraz wiatr. Zawitaliśmy w Błaszaku  o 9.30
    Po mimo zerowej widoczności wyruszamy o godz. 11.00 by zdobyć szczyt. Dobrze się czujemy, humory dopisują tym bardziej jak spotykamy na grani grupę z Jugosławii której przewodnik obwieścił zdobycie szczytu na jednej z pokonywanych bam-bułowatych pagórów, złożyliśmy sobie gratulację i poszliśmy dalej. Małgośki organizm lepiej zniósł wszystko to za sprawą aklimatyzacji zdobytej podczas majowej tego rocznej próby zdobycia Mont Blanc, co nie oznacza że czuła się jak ryba w wodzie. 
       Droga powyżej 4500m n.p.m. wydawała się wiecznością każdy pokonany pagórek był szczytem i jakim rozczarowaniem było dla nas że za nim jest  do pokonania kolejny. Nadzieja i chęć zdobycia popychała do marszu dalej, aż do sytuacji gdzie 20 kroków poprzedzone było chwilowym odpoczynkiem z stabilizacją oddechu, a w późniejszym etapie stabilizacją mętliku w głowie i utrzymaniem równowagi. Krótki postój  na 4700m n.p.m. utwierdził nas w decyzji o zawrócenia. Przed nami  była długa wąska grań i główne podejście, niestety nie byliśmy w stanie iść dalej ze względów na niedostateczną aklimatyzację co było powodem odwrotu. Szybko zeszliśmy do Valotta a następnie do Obozu, tej nocy Marek choruje oraz pogoda ulega zmianie, przynosząc duże opady śniegu co powoduje niebezpieczne warunki na zejściu kuluarem Roling Stones. Moknąc kilka krotnie szczęśliwie schodzimy do Chamonix na odpoczynek przed II etapem.
                       
Etap II  Wspinaczka
Od  13 -28sierpnia +4 dni powrotu
(relacją jest film nakręcony przez Marka  Alps 2010 zgłoszony na 8 Krakowski Festiwal Górski http://www.kfg.pl/program_2010.htm)  
Poniżej podałam linki do strony na której jest możliwość obejrzenia filmu   http://vimeo.com/15565058   http://vimeo.com/15565058
                    Zanim rozpoczęliśmy część wspinaczkową zrobiliśmy rekonesans 3 dniowy wymuszony pogodą. Spontanicznie trafiliśmy na Camping Les Arolles, który zaskakuje nas bardzo bliską lokalizacją centrum i kolejki na Agile de Midi oraz wzorowym zapleczem sanitarnym, a jeszcze bardziej klimatem i ceną. Wstępne przygotowania naszego dobytku do spakowania, zrobiło wrażenie nie tylko na nas. Jedzonko na 2 tygodnie poupychaliśmy do małych 40l plecaków wspinaczkowych, pozostały osprzęt spakowaliśmy do 80l worów.
16.08.10           
Czekanie zostało nagrodzone i po 3 dniach przy pięknym słonku wjechaliśmy pierwszą kolejką na Agile de Midi. Dotarliśmy na Col de Midi, tu robimy depozytu jedzenia na tydzień, które zapakowaliśmy do wojskowego wora Marka i  podwiesiliśmy w rysie skalnej skał pod schronem Cosmiques. 
    W planach mieliśmy zejście lodowcem pod schronisko Reqin, skąd od 20min-1,5h jest pod ściany Igieł Południowych. Warunki i stan lodowca nas zaskoczyły oraz opisany szlak w przewodniku którym mieliśmy podążyć. Postanowiliśmy zrobić rekonesans, z góry zobaczyliśmy ogrom lodowca oraz szlak wiodący na włoską stronę, ale żadnych innych przetartych opcji. Przeszliśmy na Col du Gros Rognon zakładając tymczasowy obóz, następnego dnia weszliśmy solo na Gros Rognon. Widok nas utwierdził w przypuszczeniach o stanie prawej strony lodowca.
Panująca sytuację zmusiła nas do zmiany celu. Biorąc pod uwagę nie stabilną pogodę, która w tym okresie nie dawała 1 dnia pełnej widoczności, co wiązało się z  utratą orientacji na lodowcu w drodze pod Reqin. Gruba cukrowa pokrywa śniegu przykrywająca lodowiec ,,50cm” uniemożliwiała szybkie poruszanie.
  18.08.10
Błękitne niebo tego dnia pozwoliło zaatakować panującą nad doliną iglicę ,, Dent du Dent” 4013m n.p.m. Startujemy około 7.30 podejście okazuje się himalajskie, w rozmiękczonej śnieżnej breji ok 4h co powoduje że o 13.00 wchodzimy w ścianę, będąc ostatnim zespołem. Marek przejął prowadzenie ponieważ  ja czułam się osłabiona. Wrażenia towarzyszące naszej pierwszej potyczce z alpejskim granitem były miłym zaskoczeniem, skała nagrzana przez słońce miejscami troszkę lodu, towarzyszący dreszczyk emocji podsycany goniącym nas czasem chylącego się ku zachodowi słońca.
 O 15.30 nasze stopy dotknęły szczytu, zjazdy pełne emocji w szczególności dla Marka który zgubił w ten czas przyrząd zjazdowy. Noc zastała nas po pokonaniu wszystkich trudności orientacyjnych zejścia, zdążyliśmy zamienić kilka słów z alpinistami biwakującymi pod ścianą, którym imponowała nasza wspinaczka. Po pokonaniu stromego żlebu cieszyliśmy się że już jesteśmy na pozornie bezpiecznym gruncie. Paraliżuje nas myśl o długim powrocie z kilkoma podejściami, dodatkiem do tego było totalne zmęczenie i pragnienie. Dowlekliśmy się do obozu, zakopaliśmy topór wojenny ugotowaliśmy coś na ząb i poszliśmy spać.
Następnym naszym celem stała się Pyramide du Tacul    drogą Arete Est 300m o trudności IV+.  Tym razem wcześnie wstaliśmy by przejść po betonach pod ścianę , tylko źle odczytaliśmy topo i znaleźliśmy się w dolince pod Grand Capucinem myśląc że naszym celem jest jedna z otaczających go Iglic. Lokalni wspinacze uświadomili nas i dali wskazówki. Tym o to sposobem byliśmy 4 zespołem pod Taculem. Dostęp pod start drogi był utrudniony  szeroką na 7m szczeliną brzeżną  z wąskim mostem ok. 40cm którym przeprawiliśmy się pod ścianę, zostawiamy nie potrzebne rzeczy pod głazami, obwieszamy się sprzętem. Prowadziliśmy na zmianę, rozpoczęła Małgosia w trudniejszym terenie zakładaliśmy przeloty 1,5-2m w łatwym co 4-8m, 18 ekspresów, 2 zestawy kości , 7 frendów w zupełności wystarczało na 50m wyciąg i dawało bardzo dobrą asekurację. Stajemy na szczycie, ale radość twa krótko, trzeba na dół zmykać. W strefie cienia zimno był odczuwalne, dla tego akcja nabrała obrotów. Nie opuszczały nas przygody po trzecim zjeździe standardowo zaklinowała się lina. Po chwilach grozy, szarpaniny odzyskaliśmy sznur i bezpiecznie docieramy pod ścianę, a następnie obozu nim zapał zmrok. Wynagrodzeniem był seanse alpejskiej nocy w pełnej krasie księżyca w nowiu.
     Po codziennej działalności zrobiliśmy rest day, połączony z przeniesieniem obozu i uzupełnienie zapasów z pozostawionego depozytu. Przed wieczorną burzą zdążyliśmy rozstawić się  na Col du Midii.  Taki stan panował przez następne dwa dni załamania pogody.
Oczekując na okno wypogodzenia przy najbliższej okazji postanowiliśmy podjąć kolejną próbę zdobycia Mont Blanc 4810m n.p.m. Wieczorem o 21.30 niebo się wypogodziło dając impuls do wyjścia. Noc była księżycowa zimna i wietrzna, byliśmy pierwszym zespołem, który wyruszył się zmierzyć z wspinaczką na nowo wygładzonych lodowo-firnowych stromych zboczach, w których tylko zatapialiśmy przednie zęby raków i czekan. Ściany MB du Tacul mają północną wystawę co jest przyczyną wszechobecnej ciemności utrudniającej orientacje, bezproblemowo lawirując między szczelinami i serakami pokonaliśmy ten odcinek. W dole senna dolina pełna migoczących światełek oraz poruszająca się jasna wstążka alpinistów idących na szczyt. Na Col Maudit porywisty wiatr chciał nas porwać. Szybkiego tempo nie gwarantowało by  palce u nóg nam nie odmarzały, każdorazowe wbicie raków było odczuwalne. Wreszcie docieramy do newralgicznego punktu ściany Maudit gdzie trawers wzdłuż długiego na 20m seraka kończy się zasypaną szczeliną. Przechodzimy w pionowo-stromy teren. Wychodząc wyżej dostrzegliśmy poręczówki, które usprawniły poruszanie się.
Jesteśmy na Przełęczy Brenva tu witamy poranek, dla takich chwil warto znosić trudy, Wiatr przybiera na sile potęgując odczucie zimna, z konieczności robimy krótki postój pod serakiem, jak się okazuje później słuszny. Ciągłe podejście i porywiste  wietrzysko, które zwalało nas z nóg,  zmuszało do ciągłej walki o utrzymanie równowagi, im wyżej tym gorzej, nie do wytrzymania były drobiny lodu siekające po twarzy …
,,ZDOBYLIŚMY MONT BLAC ”! 26 sierpnia o 8 rano
Uczciliśmy zwycięstwo ciepłą herbatą i czekoladą. Schodząc po drodze wchodzimy granią szczytowa na Mont Maudit.  Po południu około 16.00 jesteśmy przy namiocie . Następny dzień przywitaliśmy pięknym słonkiem, które zachęcało do ambitnych celów, ale nasze wyeksploatowanie na to nie pozwoliło. Obraliśmy treningowe 150m skały pod schroniskiem Cosmiques.  Padły dwie rysy na własnej protekcji o trudnościach VI/VI.1   w wykonaniu Marka. Dzień uznaliśmy za udany wcześnie się kładziemy. Na  ostatnie 2 dni mamy  w planach  owiany legendą klasyk Grand Capucin. Załamanie pogody krzyżuje nam plany, a alpejska aura pokazuje siłę  przyginając namiot do podłoża i gnąc stelaż naszego Marabuta. Zwijamy się czym prędzej i następnego dnia 9.30 jedziemy na duł jako pasażerowie pierwszego wagonika, gdyż prognozy nie są obiecujące.
Tego samego dnia  po kąpieli, odpoczynku wyruszyliśmy w podróż do Polski stopem. Droga powrotna przez Szwajcarię i Niemcy to następna opowieść pełna różnych towarzyszących nam wrażeń, na  godz. 7.30  1 września  byliśmy W Polsce.
 Działalność w Rejonie Mont Blanc przyniosła:
•    zdobycie Mont Blanc  drogą przez MB Tacul  Mont Maudit.
•    próba zdobycia Mont Blanc drogą przez Gouter zakończona odwrotem  z 4700m n.p.m.               
•    solowa wspinaczka na grupę skalną Gros Rognon  250m o trudności II/III
•    zdobycie Pyramide du Tacul drogą Arete Est 300m o trudności IV+.
•    zdobycie Mt.Moudit 4465 m n. p. m granią szczytową AD 8h
•    Dent du Geant 4013m n.p.m droga klasyczna AD os 4h
•    skały pod schroniskiem Cosmiques 2 drogi  150m VI/VI.b

Tegoroczna letni wyjazd pozwolił na zdobycie bezcennego doświadczenia oraz wystawił nas na różne próby a min. cierpliwości, która sprawdzana za sprawą alpejskiej aury, uniemożliwiała działanie na 2-3 dni każdorazowo. Ukazał mocne i słabe strony, przyczyniając się do analizy i wyciągnięcia wniosków zwracających uwagę na zaistniałe nie dociągnięcia oraz logistykę.
Przesyłamy podziękowania dla Polskiego Związku Alpinizmu, Studenckiego Turystycznego Koła Naukowego ,,Per Pedes & Yeti”, KW Częstochowa, Rodzinie za wszelkiego rodzaju wsparcie finansowe, sprzętowe, merytoryczne.
                     Z górskim pozdrowieniem
Małgorzata Olszewska

 
Nowa galeria
Złota Góra 2017
Złota Góra 2017
Zajrzyj do najnowszej galerii na stronie !
Polecamy
Polski Związek Alpinizmu Fundacja Kukuczki ProImage - strony internetowe Częstochowa Fotografia ślubna Częstochowa - Łukasz Grygiel