Yosemite 2009

Poniżej relacja z pobytu w dolinie Yosemite znajdującej się w USA. Autorem relacji jest Bartek Nitsze. 

  Wszystko zaczęło się od forum grupy wspierającej TOPR. Najpierw kłótnia mojej mamy z niejakim Dzikiem na temat babskiego ratownictwa w górach wysokich, potem rozmowy przez Internet trwające dłuższy czas i … stało się. Koniec sierpnia a my ( moja mama i ja) z dwiema przesiadkami i 30 h podróży lądujemy w nocy w San Francisco. Bardzo łakomi i podekscytowani tym, co nas czeka :)
Odbiera nas właśnie Dzik, z którym umówiliśmy się na wyjazd do Doliny Marzeń.
Po noclegu w Bay Area, wypożyczeniu auta, z wielkim problemem spakowaliśmy szpej i zapas żarełka. Przebiegliśmy przez San Francisco – miasto z nieprawdopodobnym klimatem. Jeszcze tylko wizyta w  Sonoma, i degustacja wina tamtejszych winnic ( tzn nie wszyscy mogli degustować, bo  prawo w USA nie zezwala na spożywanie alkoholu tak dorosłym ludziom jak ja :) i dzieje się !!!!
Wyruszyliśmy  na Hodgdon Meadow, zarezerwowany wcześniej kemping na granicy parku Yosemite. Po drodze okazało się, że dojazd jest niemożliwy, ze względu na pożar obejmujący również drogę prowadzącą do Doliny,  trzeba było wybrać dłuższa trasę. Przy wjeździe do parku Rangersi poinformowali nas : żeby dojechać do naszego campu, musimy wrócić  i jechać około 3 h , ponieważ droga która łączyła wjazd i camp również była zamknięta. Ale dobrzy ludzie maja zazwyczaj  dobrą pogodę w Tatrach i szczęście  w Yosemitach :D DD  Strażnicy powiedzieli, że możemy iść na taki mały camp dla wspinaczy, jedyny który nie wymaga rezerwacji-Camp 4. Spełniło się wiec jedno z największych moich marzeń- mieszkanie przez 3 tygodnie w tym magicznym miejscu, pełnym wspinaczy z każdego możliwego do wyobrażenia sobie zakątka świata.
  Następnego dnia po rozpakowaniu się i odstaniu swojego w kolejce przed budką Rangera od 6 rano(otwierana o 8.30, ale o tej porze można zapomnieć o miejscu na Campie i miejscu w kolejce), postanowiliśmy się zapoznać z Dzikiem z najlepszym granitem świata.
  Na początek wybraliśmy sobie łatwą drogę Hanging Flake 5.6 na Swan Slab, do którego dojście zajmuje z Camp 4 około 3 minut…Po pokonaniu pierwszej wspólnej drogi wyczailiśmy schowaną trochę dalej drogę o nazwie Lena’s Lieback 5.9 która sugeruje rodzaj wspinania. 2 wyciągi z czego pierwszy bez porównania piękniejszy wprowadził nas nieco w specyfikę tamtejszego dulfra. W drodze powrotnej do namiotu doszliśmy jednogłośnie do tego, że trzeba napierać dalej, bo poszło nam dobrze Musieliśmy więc wybrać się na klasyk łatwych dróg Doliny mianowicie Nutcracker 5.8. 5 wyciągów drogi zrobionej przez Royala Robbinsa w 1966 roku, pierwszej bez użycia haczorów przy pierwszym przejściu. Jak na pierwsza drogę z większą ilością wyciągów, było to dla mnie osobiście niemałe przeżycie, tym bardziej ze miałem prowadzić wszystkie 4 wyciągi , a Dzik jeden o trudnościach 5.4. Piękna droga 600 stóp i około 4 godzin i stanęliśmy na „wierzchołku” Manure Pile Buttress. Ostatni wyciąg z miejscem kluczowym, od którego wzięła się nazwa drogi( praktycznie marna asekuracja w kluczowym miejscu – odpadasz łamiesz kostki) pokonany z 3 przelotami na 40 metrach. Po tym musiał nastąpić przymusowy Rest, ścięgna w stanie rozkładu po 4 długich wyciągach w rysach. W ramach odpoczynku trza było w końcu cos przehaczyć, czyli zrobić rzecz, dla której lojanci głownie przyjeżdżają do Doliny. Niestety , pomimo, że droga krótka okazało się że w całości przekracza możliwości szpejowe a tym bardziej psychiczne(gleba przy praktycznie pewnym locie). Na następny ogień poszła droga na Glacier Point Apron o nazwie Goodrich’s Pinnacle, droga o trudności 5.9, ale bardzo psychiczna jak dla mnie, kluczowy wyciąg 55 metrów z jednym spitem i dwoma miejscami na małe camy w flake’ach – droga tylko i wyłącznie na tarcie, bez chwytów i stopni, niestety po moim prowadzeniu psycha mi siadła na stanowisku i nastąpił wycof, jednak szczęśliwy bo pokonane trudności budziły wśród nas respekt. Po kilku kolejnych łatwych (do 5.9) drogach Dzik musiał niestety wyjechać z Doliny, a ja rozpocząłem szukanie partnera, co jak się okazało nie jest problemem gdy ma się tablice ogłoszeń na Camp 4.  Tu można znaleźć od partnera do używanego portala i wszystkich rodzajów headów. Poznałem wiec tym sposobem Andrew z Alaski. Wybraliśmy się na Central Pillar of Frenzy, drogę na Middle Cathedral, i jak to już zdążyłem się na tym wyjeździe przyzwyczaić po dwóch wyciągach zjechaliśmy, ale droga –jak większość w Dolinie- piękna. W ostatnich dniach pobytu, poznałem jeszcze jednego Amerykanina, którego imienia niestety nie pamiętam.Pamiętam za to ,że pracuje jako mechanik w wiosce w Dolinie…z nim jednak udało się powspinac i pokonać najtrudniejsze moje drogi w rysach.
  O tym co zdarzyło się w Dolinie, reszcie dróg i całej reszcie można napisać dodatkowe opowiadanie, ale najważniejsze jest to , że Yosemite okazały się jednym z najpiękniejszych rejonów z pewnością na świecie i jeśli tylko możliwości ku temu sprzyjają warto tam pojechać i to  niekoniecznie nawet na wspin. Dla wielu przybyszów,  to miejsce jest magiczne.
Kilka lat temu Maciek Ciesielski w swoim artykule o Dolinie napisał coś takiego, ze jadąc tam już tęsknił za nią. I to jest prawda. Nie sposób wakacje w Dolinie odhaczyć i iść dalej.

  Na koniec pobytu dostałem deser.
Zorganizowany został memoriał Johna Bachara. To był piękny wieczór, pewnie sam Bachar też z nami był.
Zaszczycił tą imprezę  sympatyczny, nieco starszy Pan….. Royal Robbins  we własnej osobie. Rozmawiałem z nim chwilę . Dla mnie to osoba wyjątkowa, kto wie co zrobił, to wie o czym mówię…

Bartek


Dodał:
Patryk Dudek
Nowa galeria
Złota Góra 2017
Złota Góra 2017
Zajrzyj do najnowszej galerii na stronie !
Polecamy
Polski Związek Alpinizmu Fundacja Kukuczki ProImage - strony internetowe Częstochowa Fotografia ślubna Częstochowa - Łukasz Grygiel